Czciciele Świętego Józefa doskonale wiedzą, że siła Jego wstawiennictwa jest niekwestionowana. W tym miejscu pragniemy zaprosić Was do podzielenia się łaskami, które wybłagał Wam św. Józef.

Osoby, które pragną podzielić się swoim świadectwem, mogą wpisać je w zakładce "Wyślij wiadomość" poniżej. Przesłane świadectwa zostaną opublikowane na tej stronie.

Wyślij wiadomość
 


Aga: Wymodlony chłopak
Dzien dobry, Chciala bym sie podzielić swoim świadectwem. Niecaly Rok temu zostalam zaproszona na wesele do kuzyna.W tym czasie bylam sama i nie mialam z kim isc na to wesele.Jak na zlosc kazdy z kolegów mi odmówili bo nir mogli isc wiec stwierdzilam ze nie pojde sama.Ale Postanowilam,ze zwróce sie z tą prośba do Św. Józefa. Zaczelam odmawiać modlitwę o dobrego męża i również prosiłam o postawienie na mojej drodze odpowiedniego chlopaka który poszedł by ze mna na wesele i może już ze mną był potem jako chłopak. I stało sie dlugo czekać nie musialam. Do wesela bylo 6 tygodni i nagle pojawił sie. A bylo to tak ze kolega zapytal czy nie poszla bym z jego bratem na wesele bo nie ma z kim pójść bylam w szoku bo wesele mialo byc tydz przed weselem mojego kuzyna wiec pomyślalam ze ja pojdę z tym chlopakiem a on tydz później ze mną.I tak się stalo ja poszlam z nim on potem ze mną.I myslalam ze tak sie na tym skonczy ale nie.Po tych weselach ten chlopak zaprosil mnie na kolejne wesele ktore mial w rodzinie miesiąc pózniej i poszlam.I od tego czasu zaczelismy sie spotykac.Jestesmy ze soba nie caly rok i wiem ze to św. Józef zadzialal blyskawicznie.Dziekuje Ci Św. Józefie.Prosilam tez Matkę Bożą o dobrego męża wiec myślę,że Matka Boża też zadziałała

12-07-17
Asia: Pomoc św Józefa
Witam Was wszystkich serdecznie, chcialam sie z Wami podzielic tym w jaki sposob pomógł mi Św Józef. Pomógł mi i mojemu meżczyźnie odbudowac zwiazek i wrocic do siebie.Sytuacja byla naprawde beznadziejna wydawalo mi sie ze juz bez odwrotu ze juz nigdy moj ukochany do mnie nie wróci. Wiec zaczelam modlic sie do Józefa o pomoc. Tak bardzo błagalam go by mi pomógl by pomógl mi i mojemu synkowi, byśmy znów byli rodziną. I wiece po miesiacu rozłąki z narzeczonym on sie odezwal. Poprosil o spotkanie. To bylo dla mnie cos niesamowitego.... To był cud i wielka pomoc św.Jozefa.... Moi drodzy módlcie sie do Józefa, módlcie sie szczerze z serca i mówcie otwarcie o swoich problemach z każdymi drobiazgami. Ja tak robilam i kochany Józef mnie wysluchał i dzięki niemu znów mam rodzine...Pomaga w najbardziej beznadziejnych sytuacjach tylko dajcie mu szanse. Ukochany Józefie Dziękuje Ci z calego serca za twą pomoc. Kocham Cie i Ufam Ci całym sercem. Amen.

05-04-17
Czcicielka: Świadectwo

Pragnę podzielić się świadectwem uzdrowienia z choroby za wstawiennictwem Św. Józefa.
Jednakże na samym początku wyrażam skruchę i ubolewanie, że robię to tak późno. Uzdrowiona chciałam być od razu i w moim przypadku Św. Józef nie zwlekał a ja z napisaniem świadectwa niestety tak...
W zeszłym roku w grudniu zaczęłam odczuwać silny ból prawej ręki. Wykonywałam pracę biurową, która wiązała się z obsługą komputera. Pracowałam intensywnie. Cały czas: mysz, klawiatura, mysz, klawiatura. Ból w ręce stawał się coraz bardziej dokuczliwy. Nie wiedziałam co się dzieje. Cieszyłam się na przerwę świąteczno -noworoczną, że ręka trochę odpocznie jednakże w Święto Trzech Króli obudziłam się z ręką kompletnie zdrętwiałą. Nie byłam w stanie podnieść jej do góry aby się uczesać. Na drugi
dzień przerażona poszłam do lekarza rodzinnego. Lekarka natychmiast rozpoznała zespół cieśni kanału nadgarstka -choroba typowa dla informatyków. Stwierdziła, że pomóc może tylko operacja. Dała mi skierowanie do szpitala. Mimo, że skierowanie było z adnotacją 'pilne' na wizytę musiałam czekać 8 tygodni. W tym czasie mój stan pogarszał się. Zdrętwiały mi obie ręce. Nie byłam w stanie wykonywać najprostszych codziennych czynności: gotować, sprzątać, wyprowadzać psa na spacer, prowadzić samochodu,
założyć kozaków, zrobić zakupów. Czytałam w internecie wiele opinii, porad -niektóre całkowicie sprzeczne: jedni na przykład zalecali, żeby rękę włożyć w gips, inni żeby starać się normalnie funkcjonować, aby nie doszło do zaniku mięśni. Żeby sobie nie zaszkodzić do czasu wizyty w szpitalu postanowiłam iść do ortopedy na prywatną wizytę aby zasięgnąć fachowej opinii. Ortopeda potwierdził diagnozę lekarza rodzinnego. Dał zastrzyk- tzw. blokadę i namiar na chirurga, gdyż nie wierzył, że obejdę
się bez operacji. Na drugi dzień rano poszłam do kościoła (moje ręce były w takim stanie, że miałam problem z otwarciem kościelnych drzwi). Podczas mszy, w której uczestniczyły tylko 3 osoby (podkreślam to aby dać świadectwo, że uzdrowionym można być podczas KAŻDEJ mszy, tej w zwykły dzień, w wiejskim kościółku, przy garstce ludzi) poczułam, że będę uzdrowiona. To była pewność. Jakby sam Jezus mi to powiedział. Uczucie niesamowite, którego trzymałam się w ciężkich chwilach. Czekałam tylko:
kiedy.
Zaczęłam modlić się do Św. Józefa jako tego, który sam ciężko pracował. Nie zgadzałam się z tym co mnie spotkało: nie za uczciwą, rzetelną, sumienną pracę. Włożyłam w domu za ikonę z wizerunkiem Świętego karteczkę z prośbą o uzdrowienie. Po jakimś czasie dopisałam na niej takie zdanie: 'Święty Józefie, jeśli wyzdrowieję proszę daj mi jakiś znak, że to za Twoim wstawiennictwem'. Od ortopedy dostałam skierowanie na zabiegi fizjoterapii. Musiałam być na nie wożona, gdyż jak wspomniałam wcześniej,
nie byłam w stanie prowadzić auta. Po zabiegach wstępowałam do pobliskiego kościoła, modliłam się i rękami dotykałam stóp figury Św. Józefa. Na szósty zabieg byłam już w stanie jechać sama autem. W końcu nadszedł czas wizyty w szpitalu. Dzień przed ową wizytą z ciekawości sprawdziłam kim jest profesor, którego nazwiskiem został nazwany szpital, do którego miałam się udać. Profesor ten już dawno nie żyje ale okazało się, że akurat tego dnia przypadały jego urodziny. Stwierdziłam, że nie ma
przypadków. Pomodliłam się za jego duszę i poprosiłam aby towarzyszył mi podczas jutrzejszej wizyty w szpitalu. Wizyta ta przebiegła jak z płatka, wręcz w cudowny sposób. Spotkałam się z ogromną życzliwością personelu. Lekarz wypisał mi skierowanie na potrzebne badania i nawet ku jego zdziwieniu, badania te zrobiono mi od ręki (nie muszę chyba zaznaczać, że nikomu nie wręczyłam koperty). Mało tego! Wyniki okazały się fenomenalne!
Na drugi dzień po wizycie w szpitalu w mojej parafii przyjęliśmy Ojca Stanisława Plewę peregrynującego z obrazem Św. Józefa. Święty Józef dał mi znak, o który Go prosiłam na karteczce schowanej za ikonę z Jego wizerunkiem.
Krótko po tych wydarzeniach zmieniłam pracę na lżejszą a łaskę tę wyjednałam u Matki Bożej odmawiając Nowennę Pompejańską w tej intencji.
Chwała Panu, Matce Przenajświętszej i Świętemu Józefowi!
Nie traćmy wiary i nadziei.

Czcicielka


14-01-17
Grażyna: Podziękowanie
Święty Józefie, w marcu tego roku powierzyłam Twojej opiece nasze przedsięwzięcia gospodarcze, było to po Twojej wizycie w naszej parafii.Tą drogą pragnę podziękować za opiekę za pokierowanie sprawami, jestem pewna,że bez Twojej pomocy nie zdołalibyśmy wszystkiego dokonać, w dodatku w zdrowiu i w zgodzie rodzinnej. Jeszcze raz dziękuję Tobie Św. Józefie i wszystkim zaangażowanym w peregrynację Twojego wizerunku. Polecam nadal się Twojej opiece zawierzam moją rodzinę Panu Bogu i Najświętszej Panience. Niech będzie Bóg uwielbiony.

26-11-16
Halina Gościewska

Wspomnienia z peregrynacji obrazu św. Józefa – Opiekuna Rodzin w parafii p.w. św. Jana Pawła II w Luboniu, która odbyła się w dniach od 26 do 27 stycznia 2016 r.

Najważniejszym wydarzeniem w tym miesiącu dla nas parafian było nawiedzenie kopii cudownego obrazu św. Józefa – Opiekuna Rodzin, który w kwietniu 2015 r. wyruszył z Sanktuarium OO. Karmelitów Bosych na Wzgórzu św. Wojciecha w Poznaniu, peregrynując w parafiach Archidiecezji Poznańskiej.

Na czas nawiedzenia obrazu w dniach 26 – 27 stycznia, w naszej parafii został przygotowany specjalny program modlitewny.

Obraz przyjechał do nas dnia 26 stycznia około godziny 17.45 w specjalnym samochodzie–kaplicy z parafii p.w. św. Barbary. Przekazał go nam ks. kan. Bernard Cegła, proboszcz parafii pw. św. Barbary w Luboniu. Wraz z obrazem do naszej parafii przybył o. Stanisław Plewa OCD – kustosz peregrynacji św. Józefa w Archidiecezji Poznańskiej.

Po krótkim powitaniu przed świątynią, w procesji obraz został wniesiony i ustawiony w prezbiterium.

Następnie proboszcz parafii pw. św. Jana Pawła II, ks. Paweł Dąbrowski odczytał fragment Ewangelii wg św. Mateusza mówiący o Józefie, prawnym ojcu Jezusa – Zbawiciela (Mt 1, 18-25) i odmówił modlitwę powitalną.

Ojciec Stanisław Plewa OCD powitał wszystkich zebranych i odczytał list papieża Franciszka, w którym udziela błogosławieństwa apostolskiego wszystkim uczestnikom peregrynacji.

O godzinie 18.00 rozpoczęła się uroczysta Msza św., której przewodniczył o. Piotr Osowski OMI.

W wygłoszonej homilii nawiązał do roli św. Józefa, jako opiekuna św. Rodziny. Przedstawił też cele peregrynacji kopii obrazu św. Józefa – Patrona Rodzin, którymi są: odnajdywanie na nowo zagubionych wartości zamysłów Bożych względem rodziny, uświadomienie małżonkom znaczenia wartości religijnego życia rodzinnego, poprzez wspólną modlitwę, uczestnictwo w niedzielnej Mszy św., częstą spowiedź i Komunię Świętą, pogłębianie znajomości Pisma Świętego i Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Podczas tej Mszy św. obecne na niej pary małżeńskie odnowiły swoje przyrzeczenia ślubne i specjalną modlitwą–aktem zostały zawierzone opiece św. Józefa.

O godzinie 20.00 zostało odprawione nabożeństwo w intencji wszystkich rodzin naszej parafii.

Drugi dzień nawiedzenia obrazu w naszej parafii rozpoczął się Mszą św. o godzinie 7.00 i nabożeństwem do św. Józefa.

O godzinie 11.00 została odprawiona Msza św. z udziałem osób chorych, samotnych i w podeszłym wieku. Mszę celebrował o. Stanisław Plewa OCD. W wygłoszonej homilii nawiązał do odczytanego fragmentu Ewangelii wg św. Mateusza – o uzdrowieniu w domu Piotra (Mt 8, 14-17). Mówił o św. Józefie, który jest też patronem dobrej śmierci. o. Stanisław podkreślił, że do takiej śmierci winniśmy przygotowywać się przez całe życie poprzez modlitwę, prosząc o nią Boga za wstawiennictwem św. Józefa, Patrona dobrej śmierci. Poruszył też temat starości i cierpienia. O powiedzeniu: „…Panu Bogu nie udała się starość” powiedział, że tak mówią jedynie ci, którzy nie potrafią wziąć swego Krzyża i zawierzyć go Jezusowi. Starość to czas, w którym swoje doświadczenie życiowe możemy przekazywać młodym, czas który należy poświęcić drugiemu człowiekowi, a swoje cierpienie ofiarować w intencjach za najbardziej palące problemy świata. Ojciec Stanisław poruszając temat dotyczący miłości bliźniego nawiązał do słów św. Augustyna, który powiedział, że „człowiek jest tyle wart, ile jest w stanie kochać”. Człowieka mierzy się sercem, które jest miarą dobroci. Zacytował również fragment wiersza ks. Jana Twardowskiego pt. „Zdjęcie z krzyża”, gdy mówił o roli cierpienia i krzyża w życiu człowieka. „…Ale są takie krzyże ogromne, gdy kochając – za innych się kona – To z nich spada się jak grona wyborne – w Matki Bożej otwarte ramiona”.

Podczas tej Mszy św. został udzielony sakrament namaszczenia chorych i odczytana modlitwa–akt zawierzenia wszystkich cierpiących członków parafii opiece św. Józefa.

Pamiątką tego wydarzenia były ofiarowane wszystkim przez ojca kustosza obrazki ze św. Józefem. Mają one służyć nie tylko przypomnieniu wiernym o tym religijnym wydarzeniu jakim była peregrynacja obrazu św. Józefa w naszej parafii ale przede wszystkim mobilizować nas do pamięci przed Bogiem w intencjach, które są celem tej peregrynacji: „O moralną odnowę polskiej rodziny, o rodziny Bogiem silne”. Dlatego na odwrocie tych obrazków została wydrukowana specjalna modlitwa do św. Józefa w intencji rodzin. Stąd również prośba ojca kustosza skierowana do wszystkich parafian, a szczególnie do małżonków, aby zechcieli modlić się wspólnie w rodzinie do Boga w tych intencjach za wstawiennictwem św. Józefa, Patrona Rodzin.

O godzinie 15.00 odprawione zostało nabożeństwo w intencji rodzin przeżywających trudności.

Pożegnanie kopii cudownego obrazu rozpoczęło się nabożeństwem do św. Józefa o godzinie 17.00, podczas którego ks. proboszcz zawierzył całą parafię św. Józefowi specjalną modlitwą–aktem. Podziękował również o. Stanisławowi Plewie za przyjęcie zaproszenia, pobyt w naszej parafii i posługę kapłańską podczas peregrynacji.

Ojciec Kustosz dziękował za zaproszenie do naszej parafii, za liczny udział w nabożeństwach i zapewnił o pamięci w modlitwie. Poinformował, że jeszcze do piątku obraz będzie przebywał na terenie dekanatu lubońskiego.

Po uroczystym przeniesieniu obrazu do samochodu–kaplicy, żegnany przez parafian i służbę liturgiczną, w asyście ks. proboszcza Pawła Dąbrowskiego, obraz odjechał do parafii p.w. św. Jana Bosko.


17-02-16
Joanna: Uratowanie rodziny

Jesteśmy małżeństwem ponad 4 lata. Mąż lubił się zrelaksować poprzez wypicie alkoholu, jednak kiedyś było to zazwyczaj piwo. Później piwo z wódką, a w razie potrzeby każdy inny alkohol... W ubiegłym roku dopadł nas kryzys. Wcześniej mieliśmy sytuacje, że mąż urządzał awantury o nic. Nie pomagał płacz dziecka, moje pakowanie się, interwencje teściów. Jesienią ubiegłego roku postanowiłam, że skorzystamy z pomocy i odbyliśmy kilka spotkań w ramach terapii z naszym zaprzyjaźnionym kapłanem. Nie zmieniło się zbyt wiele. A za kilka dni było jak wcześniej. Picie, kłótnie, awantury... Byłam w ciąży z drugim dzieckiem, bardzo źle się czułam, więc nie chodziłam do pracy. Odmówiłam dwie nowenny pompejańskie, modliłam się modlitwą za małżeństwa, rodziny oraz za wstawiennictwem św. Charbela. Mimo złego samopoczucia uczęszczałam na nowenny z 3 letnim synkiem. Jak zwykle uczęszczałam na msze we wszystkie niedziele i święta. Mąż nie zawsze, nawet w niedzielę. W międzyczasie mąż wszedł w konflikt z moimi rodzicami. Nadal ich nie odwiedza i się nie odzywa nawet jeśli zjawią się u nas w domu. Rodzice dali mojemu mężowi to czego nie miał w domu rodzinnym, uczucia. Nie potrafię zrozumieć jego postępowania. Wiele okropnych rzeczy słyszałam z ust męża na temat swój i swoich rodziców. Ciągle pytano mnie gdzie jest mąż podczas imprez rodzinnych. Również synek nie rozumiał o co chodzi. W tej chwili żyjemy z tym w miarę normalnie. Choć to nie jest łatwe kiedy nie dogadują się najbliższe osoby i trzeba dzielić się pomiędzy nich zamiast żyć razem i się wspierać. Mieliśmy na tym tle ciągłe konflikty. Picie mojego męża pogłębiało się, awantury również. Wychodził z domu, rozbijał dziecku skarbonkę, tracił ostatnie pieniądze, a ja nie miałam dla dziecka na kapcie, na lekarza również brakowało. Jeździł pod wpływem alkoholu jeśli potrzebował napić się więcej. Nie pomagał. Tydzień przed porodem robiłam malowanie korytarza, żeby było czysto na powrót dziecka ze szpitala. Takich sytuacji można by mnożyć. Chciałam odejść, ale zostawałam ze względu na dzieci. Posypało się moje zdrowie na tle nerwowym. Również mąż miał w tym czasie problemy w pracy. Problemy między nami, ciągłe problemy zdrowotne. wszystko to doprowadziło do udaru. Na szczęście nie był to groźny udar. Ale uszkodzenie mózgu pozostało. Próbował przestać pić, ale się nie udawało. Wracał po kilku dniach do piwa, a potem już szło dalej. Bardzo słabo brał udział w życiu rodzinnym. Lekarz, spotkania rodzinne, rozrywka z dzieckiem, msze - niemal zawsze byłam tylko z dzieckiem, a od kwietnia już sama z dwójką dzieci. Dostałam wskazówkę od zaprzyjaźnionego księdza, aby modlić się do św. Rity. Jednak nie umiałam się modlić za wstawiennictwem Rity. Jakoś nie pasowała mi ta modlitwa. Sama odkryłam św. Józefa i zaczęłam się modlić za męża, aby św. Józef był jego opiekunem i przykładem. W tym czasie obraz św. Józefa nawiedził podczas peregrynacji bazylikę do której uczęszczam na mszę. Modliłam się gorąco. Później zaczęłam się modlić również do św. Rity poprzez nowennę. W Zaduszki modliłam się do Maryi oraz do świętych, których zawsze prosiłam o pomoc. W listopadzie kiedy poszłam do pracy mąż bardzo dobrze zajmował się domem i dziećmi. Nigdy nie miał wypite po moim powrocie, był bardzo wyrozumiały dla mnie, dla pracy i długich godzin kiedy mnie nie było. Oddał dziecku wszystkie pieniądze, które zabrał ze skarbonki na picie. Nadal jestem podszyta lękiem, że znów się nie uda. Że wróci do picia i znów będzie źle. Takich ciężkich przeżyć nie da się nagle pozbyć. Jednak jest inaczej. W domu zapanował pokój, a mąż już nie mówi, że nie było problemu,przyznał się publicznie przy gościach, że był problem, że pił i się awanturował. Kocham swojego męża i cieszę się, że przetrwałam tę próbę. Jesteśmy rodziną, więc warto. Trzeba ją chronić i walczyć. Czuję się przez to silniejsza. Nigdy nie wiedziałam, że umiałabym przetrwać tak długotrwały i głęboki kryzys. Ale z pomocą Najświętszej Matki, przy wsparciu Ducha Świętego i naszych świętych wszystko jest możliwe. Bóg zapłać. Nadal nie mogę uwierzyć w łaski jakie otrzymałam :)))


18-12-15
Przemek: Świadectwo

W grudniu 2014 roku, modliłem się 9 dniową nowenną w pewnej trudnej sprawie. Dokładnie 01.10.2015 r. gdy Obraz dotarł do mojej parafii w Dąbrówce pod Poznaniem, dowiedziałem się, że ta trudna sprawa została pomyślnie rozwiązana. Od razu skojarzyłem to z cudem modlitwy i zawierzenia św. Jóżefowi.


02-10-15
Ewa: Świadectwo
Kochani czciciele św,Józefa pragnę podzielić się z Wami moją radością i wiarą.Moja radość płynie z bezgranicznej ufności Panu Bogu, że jestem kochana, że jestem w najlepszych rękach mojego Ojca... Wiem, że Jezus jest moim najlepszym przyjacielem i ma na moje życie najlepszy plan...Wiem, że św.Józef jest naszą pomocą i oręduje za nami...Przeprowadził mnie przez uzdrowienie z ogromnych zaranień dzieciństwa w patologicznej rodzinie....z braku własnej wartości i godności ludzkiej...niekochany człowiek....zagubiony, mały, słaby....Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych... Dziś jestem ufna, radosna i pełna życia, które kocham jak dar Boży...Chwała Panu i św.Józefowi

19-07-15
Szymon

Wiara w opiekę i wstawiennictwo u Boga Matki Najświętszej i św. Józefa, była w naszej rodzinie zawsze pielęgnowana. Gdy nadeszły trudne lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte ubiegłego stulecia, cała nasza rodzina w każdą środę po wieczornym pacierzu, odmawiała Nowennę do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Litanię do św. Józefa. To wszystko było jednym wielkim wołaniem do Boga o opiekę nad naszą rodziną, a zarazem nieustanną prośbą, aby nasz ojciec nie stracił pracy i mógł utrzymać rodzinę.

Dowody cudownej opieki Bożej nad naszym domem były niezaprzeczalne. One umacniały naszą ufność w Opatrzność Bożą. Mama, w trudnych chwilach, zawsze nam mówiła: Dzieci, opuścił nas kiedyś Pan Bóg? Przecież nigdy. Czemu miałby nas teraz zostawić? Tylko Mu ufajmy. Ojciec nam ze spokojem przypominał: Św. Józef był stolarzem, to i mnie stolarzowi pomoże.

W pamięci została mi sylwetka ojca klęczącego w kościele przed ołtarzem św. Józefa, wpatrującego się w jego obraz, którego kopia rozpocznie peregrynację. Możliwość wykonywania prac stolarskich w sanktuarium św. Józefa była radością jego życia. Uważał je za wielką łaskę i szczególne wyróżnienie otrzymane od Boga za pośrednictwem Cieśli z Nazaretu.

Świadectwem tym pragnę spłacić dług wdzięczności wobec Boga, że pozwolił mi wzrastać w rodzinie na Nim opartej, nieustannie powierzając się wstawiennictwu i opiece Matki Najświętszej i św. Józefa.

Słowa naszej mamy: Nigdy nas Bóg nie opuści, tylko Mu zawsze ufajmy i z wiarą Go prośmy powracają do mnie w każdej życiowej próbie wiary.

Dzisiaj pragnę pokornie zwrócić się do Boga prosząc o łaskę przyjmowania i zgadzania się z Jego wolą do końca moich dni. Mocny wiarą naszej mamy w Bożą opiekę, z ufnością i nadzieją proszę Boga o tę łaskę, abym za wstawiennictwem Patronów naszej rodziny: Matki Najświętszej i św. Józefa mógł wrócić do zdrowia.

Wierzę, że Rodzice i Dziadkowie, którym zawdzięczamy przykład świętości życia, cieszą się już chwałą nieba i wraz z Matką Bożą i św. Józefem wychwalają dobroć Boga na wieki.


16-05-15
Twoja czcicielka.

Chciałabym podziękować św. Józefowi za pomoc i opiekę podczas budowy domu. O pomoc prosiłam św. Józefa, gdy tylko zrodził się taki pomysł w moim sercu, już na rok wcześniej. Była to codzienna modlitwa z prośbą o pomoc i oddanie wszystkich spraw i ludzi związanych z budową Jego opiece. I właściwie dom budował się sam, a właściwie budował św. Józef. Były kłopoty, ale wszystkie udawało się pokonać dość szybko. Co ciekawe, budowa miała być rozpoczęta w poniedziałek, ale rozpoczęła się w środę (w dzień poświęcony św. Józefowi). Dokumenty kończące budowę otrzymałam 19 marca. Św. Józefie niezawodny Opiekunie, dziękuję.


16-05-15
O. Stanisław Plewa OCD

Latem 2014 r. przełożeni polecili mi zorganizowanie peregrynacji kopii obrazu św. Józefa z naszego sanktuarium po Archidiecezji Poznańskiej. Największym problemem w zorganizowaniu nawiedzenia obrazu stał się brak środków materialnych związanych z wynajmem samochodu-kaplicy, jak również zapłaty za zamówione ornaty, stuły i nowe księgi liturgiczne opracowane i wydane specjalnie na czas peregrynacji.

Obecnie obchodzimy Rok Życia Konsekrowanego. W związku z tym, Przełożeni Zakonów postanowili, że Matka Boża w swej Ikonie Jasnogórskiej będzie peregrynowała po wszystkich klasztorach w Polsce. Pewnego styczniowego wieczoru Matka Boża przybyła do naszego klasztoru. Podczas indywidualnej modlitwy przed Jej wizerunkiem zanosiłem gorąca prośbę o pomoc w rozwiązaniu tego problemu. Klęcząc, mówiłem: Matko Boża, przecież to jest peregrynacja Twojego Męża. Jako małżeństwo stanowicie jedno, a więc jest to i Twoja peregrynacja, Maryjo. Matko Najświętsza, św. Józefie! Już nie mam się do kogo zwrócić, pomóżcie mi zdobyć środki materialne konieczne do przeprowadzenia peregrynacji! Wierzę, że jest ona wolą Bożą i dziełem św. Józefa. Dlatego pomóż mi, Matko, aby mogła się odbyć.

Tak mówiłem do Matki Bożej. Po zakończonej modlitwie wróciłem do swojej celi i kończyłem korektę tekstów liturgicznych dotyczących peregrynacji. Na drugi dzień rankiem pojechałem do Wydawnictwa Księży Pallottynów, aby wprowadzić konieczne zmiany w materiałach peregrynacyjnych. Podczas tej pracy odebrałem telefon od pewnej Pani. Okazało się, że uczestniczyła w niedzielnej Mszy św. w Sanktuarium św. Józefa w Poznaniu, w którym obecnie posługuję. Usłyszała kazanie o peregrynacji, które głosiłem i wyraziła gotowość przyjścia z pomocą w zorganizowaniu tego Bożego dzieła. Zaproponowałem spotkanie w rozmównicy klasztornej, które miało się odbyć następnego dnia. Tak też się stało. I zaczęły się dziać cuda…

O umówionej godzinie do furty klasztornej zadzwoniła owa kobieta. Podczas rozmowy zapytała: w czym mogłabym pomóc. Przedstawiłem jej problem z wynajmem samochodu-kaplicy, o którym zaledwie wczoraj mówiłem Matce Bożej i św. Józefowi. Mój Gość ponownie zapytał: w czym mogłabym jeszcze pomóc? Wspomniałem o ornatach, stułach i księgach liturgicznych. Owa szlachetna kobieta wyraziła gotowość pokrycia kosztów szat i ksiąg peregrynacyjnych. Dodała, że w sprawie samochodu-kaplicy porozmawia ze swoim mężem, aby znaleźć najkorzystniejsze dla nas rozwiązanie.

Tego samego dnia, wieczorem, zadzwonił do mnie mąż Pani z którą rozmawiałem. Poinformował mnie, że najlepszym rozwiązaniem będzie wzięcie samochodu w lessing i zobowiązał się zapłacić wszystkie raty za jego wynajęcie. Na zakończenie naszej rozmowy zaproponował spotkanie, podczas którego przedstawiłby mi przygotowane stosowne dokumenty.

Aby świadectwo, które złożyłem, w pełniejszy sposób ukazało cuda Bożej Opatrzności, chciałbym jeszcze, za zgodą Państwa ofiarodawców, przytoczyć fragment maila, który od Pani otrzymałem:

Nasze wczorajsze spotkanie i moja i męża deklaracja wsparcia dzieła, którym się Ojciec zajmuje to kolejne oczko w całym łańcuchu wspaniałych / cudownych zdarzeń, które dzieją się w naszym życiu za przyczyną Matki Bożej, św. Józefa, duchowości karmelitańskiej, a nade wszystko samego Pana Boga (…). Przed świętami Bożego Narodzenia obudziła się we mnie taka refleksja, że za mało dobrego zrobiłam w okresie Adwentu, także w wymiarze materialnym (…). Było oczywiście parę drobniejszych akcji, które działy się wokół kościoła, ale to było dla mnie jeszcze za mało. Nie mogłam się przemóc, żeby dołączyć do czegokolwiek lansowanego przez środki masowego przekazu. I modliłam się w kościele, przed tym naszym ukoronowanym obrazem, żeby pojawiła się dla mnie możliwość wsparcia dzieła, z którym będę się całkowicie utożsamiała, które będzie dla mnie całkowicie wiarygodne. I po prostu czekałam na sygnał. I on się pojawił, nie miałam co do tego wątpliwości, właśnie w ostatnią niedzielę, kiedy wróciłam ze spowiedzi podczas Ojca kazania. Byłam po prostu przeszczęśliwa. Chciałam zadzwonić w poniedziałek, ale zapomniałam o tym. We wtorek nagle przypomniałam sobie, i uważam, że jest to “sprawka” Matki Boskiej Częstochowskiej, do której Ojciec się w tym czasie modlił … Taka historia.

We wtorek modliłem się przed cudowną Ikoną Matki Boskiej Częstochowskiej, prosząc Maryję i Jej Przeczystego Oblubieńca o pomoc w przygotowaniu peregrynacji. Tego samego dnia autorka powyższego maila przypomniała sobie moje kazanie i prośbę w nim zawartą. To dobre natchnienie przypisała Matce Boskiej Częstochowskiej. Ja modliłem się o pomoc dobrych ludzi. Pani – o sposobność, aby swoją pomoc potrzebującemu ofiarować.

Jak wytłumaczyć tak przedziwny zbieg okoliczności, tak niezwykłą sekwencję zdarzeń? Tylko Bożą Opatrznością, tylko wstawiennictwem Matki Bożej i św. Józefa. I działy się cuda…

W życiu nie ma przypadków. Każde spotkanie z drugim człowiekiem zapisane jest w planach Bożych. Ma jakiś głębszy sens. Aby wpisać się w Boży plan, nie wystarczy być tylko dobrym człowiekiem. Konieczna jest także pewna wewnętrzna wrażliwość, umiejętność odpowiadania na natchnienia Ducha Świętego. Jestem przekonany, że bohaterowie tej niezwykłej historii, którą opisałem, są ludźmi, którzy czyniąc dobro, współpracują z łaską Bożą.

W powyższym świadectwie nie podałem imion dobroczyńców dzieła peregrynacji, ponieważ w swojej skromności nie szukają oni rozgłosu ani swojej chwały. Prosili mnie więc o dyskrecję.

Spotkanie tak szlachetnych i hojnych ofiarodawców w niezwykłych okolicznościach: dzień po moich błaganiach przed cudowną Ikoną, odczytuję jako cud, interwencję Nieba.

Moje świadectwo byłoby niepełne, gdybym nie wspomniał o innych łaskach, których doświadczyłem, modląc się pomoc Bożą w godnym przygotowaniu peregrynacji obrazu św. Józefa. Za łaskę Bożą poczytuje to, że nigdy nie straciłem ufności, iż dzieło peregrynacji jest Bożą wolą. Dlatego też moja ufność w pomoc Bożą w chwilach trudnych była niezachwiana. Mimo wielu sytuacji, z których po ludzku nie było wyjścia, wierzyłem w Bożą interwencję. Bóg prosto pisze na krzywych liniach. Przeprowadza swoje plany mimo zakusów Złego i ludzkich słabości. Stawia na naszych drogach dobrych ludzi, którzy wpisują się w Jego zamysły.

Na koniec chciałbym się podzielić jeszcze jednym doświadczeniem. Przygotowując dzieło peregrynacji obrazu św. Józefa, pomimo najróżniejszych problemów, doznaję głębokiego wewnętrznego pokoju, który wypływa z ufności, że uczestniczę w Bożym planie. Mam świadomość, że Bóg w swojej dobroci i miłosierdziu nieustannie przychodzi mi z pomocą. Dlatego mogę z ufnością patrzeć w przyszłość, nie tylko związaną z zadaniem, które obecnie zostało mi powierzone, ale i z realizacją całego mojego powołania życiowego.


16-05-15
Bogdan – wierny czciciel Św. Józefa.

Pod koniec stycznia wysłałem prośbę do Św. Józefa o ratunek. W tym tygodniu wysłuchał jej i przyszedł mi z pomocą rozwiązując bardzo trudną sytuację. Z pokorą dziękuję i proszę o dalszą pomoc w innych znanych mu sprawach.


16-05-15
Powered by Phoca Guestbook

OO. Karmelici Bosi, Sanktuarium Świętego Józefa w Poznaniu, ul. Działowa 25

Kustosz peregrynacji o. Stanisław Plewa OCD